Antwerpia, Belgia

Cały drugi wyjazdu spędziliśmy w samochodzie, jadąc ze Szczecina do Antwerpii. Jak patrzyliśmy na mapę to wydawało się nam, że to całkiem blisko, a jak już jedziemy samochodem to stwierdzamy, że ta Hiszpania to naprawdę jest daleko od Polski. To zaburzenie oceny odległości wynika pewnie z faktu, że kiedyś miałam okazję pomieszkać kilka miesięcy w Rosji, a tam inaczej ocenia się odległość. 13 godzin w pozycji siedzącej to całkiem sporo zwłaszcza gdy auto jest naprawdę wypchane po brzegi. 
Wcześniej nie uszczegółowiliśmy co znaczy wypchane po brzegi => 7 osób na pokładzie plus bagaże na 2 tygodnie. Co oznacza, że bagaże są wszędzie, pod nogami, na dachu, po prostu wszędzie!
Dziś jednak cieszymy się już słońcem i piękną pogodą podziwiając znane już nam nieco arcydzieła architektury w Antwerpii. Nie jest to nasza pierwsza wizyta w tym mieście. Z przyjemnością tu wracamy. Antwerpia to jedno z ważniejszych miast handlowych północnej Europy. Położone nad Skaldą, u ujścia do Morza Północnego. Z czego znana jest Antwerpia?

Przede wszystkim z przepięknego rynku, oraz z faktu, że jest ośrodkiem handlu diamentami.

Jeśli jesteście właśnie w Brukseli to koniecznie zajrzyjcie do Antwerpii. To zaledwie 40 minut jazdy pociągiem! Dworzec w Antwerpii jest wspaniale odrestaurowany. To niewątpliwe jeden z najładniejszych dworców jakie było nam dane do tej pory oglądać! Dworzec prezentuje się wyjątkowo okazale zarówno z zewnątrz jak i wewnątrz!

Antwerpia, Belgia

Z dworca to już dosłownie parę kroków do starej części miasta. Już z daleka z pewnością zobaczycie wierzę kościoła Najświętszej Marii Panny.

Starówka jest dość urokliwa, choć nie wszystkie kamienice doczekały się odrestaurowania.

Najstarszym budynkiem w mieście jest średniowieczny zamek HetSteen.

Teoretycznie nie można spożywać alkoholu  w miejscach publicznych. W praktyce są wyznaczone strefy w centrum w których faktycznie obowiązuje zakaz, poza wyznaczonymi strefami nikt się już nie przejmuje zakazami.

Z całego serca polecamy spróbować lody australijskie. Ciężkie niemiłosiernie, robione bodajże  na śmietanie. Jedna gałka za 2,5 euro spokojnie wystarczy za porządny obiad! Może nie pod względem substancji odżywczych ale sytości i kaloryczności na pewno.
Z kwestii praktycznych to bilet na tramwaj dla 5 osób dorosłych to koszt 7,20 euro. Dzieci do lat 6 za darmo. Bagietka kosztuje około 1 euro. 
Zajrzyjcie koniecznie do naszego poprzedniego wpisu na temat Antwerpii .


Jeśli chodzi o koloryt etniczny to od zeszłego roku nic się nie zmieniło i dalej jest tu niezmiernie kolorowo i różnorodnie. Z racji wielokulturowości każdy znajdzie tu coś dla siebie. Są sklepy marokańskie, chińskie, afrykańskie(w których panuje dość specyficzny zapach) itd. Antwerpia to miasto kontrastów. Jest tutaj mnóstwo sklepów z drogą biżuterią i światowych marek odzieżowych. Na ulicach można bez trudu spotkać ortodoksyjnych żydów. Miasto podzielone jest na dzielnice: chińskie, afrykańskie itd. Tuż obok ulicy z butikami projektantów światowej sławy znajduje się chińska strefa, w której nie brak tandety. Warto jednak zajrzeć do dzielnicy chińskiej, bo w tutejszych sklepach znajdziecie również typowo chińskie produkty. My kupiliśmy m.in: makaron, liczi w puszcze i wino z liczi.

Antwerpia kojarzona jest przeważnie z diamentami, Rubensem i portem! Co zatem warto zobaczyć będąc w Antwerpii? Z całą pewnością warto zajrzeć do muzeum diamentów, w którym dowiemy się co nieco o historii kamieni szlachetnych, ich wydobyciu i obróbce. Znajduje się tutaj również ZOO., a miłośnicy sztuki powinni zajrzeć do domu Rubensa. Nie ożna rzecz jasna pominąć wspomnianej wyżej Katedry Najświętrzej Marii Panny. Na koniec zwiedzania nie zapomnicie spróbować pysznych belgijskich pralinek!

Ps. Nadal zastanawiamy się jak to jest, że w Polsce wszystko jest otwarte zawsze (piątek, świątek czy niedziela). Jak przejeżdżamy przez poszczególne Państwa to się okazuję, że za naszą zachodnią granicą wszystko się zmienia. Jadąc przez Francję (Antwerpia-Bourges) mieliśmy wrażenie, że zaraz będziemy musieli pchać auto. Na przejechane 650km znaleźliśmy jedną stację gdzie udało nam się w weekend zatankować gaz. Okazało się bowiem, że łatwiej znaleźć pralnie samoobsługową niż zatankować auto w weekend (są stacje samoobsługowe ale na nich z kolei nie zatankuje się gazu)!

  • Taa, zapach w sklepie chińskim nawet niektórym wycisnął łzy z oczu. Nie do opisania po prostu.
    Lody ciężkie jak trzy dewolaje na bigosie. Ale smak? No nie ma co mówić, wiadomo.
    Bardzo fajne są stacje bezynowe, których nie ma przy autostraszie oraz stacje bezynowe w okolicznym miasteczku, które są otwarte do osiemnastej. Czad.

  • .. może trzeba brać przykład z nich co do pracy. u nas stacje są 24h, sklepy coraz dłużej otwarte 7 dni w tygodniu a za zachodnia granicą w tym czasie wypoczywają 😉